» Nie pamiętam hasła | » Zarejestruj się

Informacje

Udany rok Jagiellonii

piłka nożna / Białystok 2008-01-06 21:24:52

Mija rok 2007, który na stałe zapisze się w historii naszego klubu jako rok powrotu Jagiellonii na krajowe salony piłkarskie po wieloletniej tułaczce po niższych klasach rozgrywkowych.
Obecny czas sprzyja wszelakim podsumowaniom, jednak przypomnijmy sobie jak wyglądała piłkarska jesień w wykonaniu naszych piłkarzy mecz po meczu.

1. Na inaugurację przyszło nam się zmierzyć z Polonią Bytom. Rozgrzane po awansie głowy kibiców przewidywały efektowną wygraną Jagi nad biedniutką śląską drużyną bez pieniędzy w klubowej kasie i własnego stadionu. Rzeczywistość okazała się zgoła inna, lecz dość przewidywalna dla znawców polskiej piłki.

Mecz dwóch beniaminków na inaugurację był dość zacięty, lecz niestety jeszcze na drugoligowym poziomie. Całe szczęście, że zakończył się zwycięstwem żółto-czerwonych 2:1. Nasza drużyna zdobyła pierwszy komplet punktów i po pierwszej kolejce spotkań znalazła się na wysokim, czwartym miejscu w tabeli.

2. Prawdziwy obraz umiejętności białostoczan mieliśmy ujrzeć już w drugim spotkaniu, kiedy to na Słonecznej zameldował się Groclin Grodzisk Wielkopolski. Drużyna z Wielkopolski wystąpiła bez wielu swych podstawowych zawodników, niemniej jednak nie przeszkodziło to im w wypunktowaniu naszego zespołu. Jagiellonia atakowała, dużo grała piłką, jednak Groclin wyprowadzał szybkie i bardzo skuteczne kontry. Zwycięstwo gości 1:3 pokazało naszym piłkarzom miejsce w szeregu i było zimnym prysznicem na rozgrzane głowy białostockich fanów. Po dwóch kolejkach Jaga wylądowała na 10. miejscu w tabeli.

3. Szansę na szybkie puszczenie w niepamięć tej bolesnej porażki mieliśmy już w następnej kolejce. Po raz trzeci z rzędu Jagiellonia występowała na własnym boisku, a naprzeciw ich stanęła ekipa Łódzkiego Klubu Piłkarskiego. Nie był to już zespół z poprzednich rozgrywek, kiedy to sporo namieszał w OE, więc szansa na kolejne trzy punkty dla Jagi były dość spore. Nasz zespół wykorzystał słabą formę przeciwnika i choć minimalnie, ale jednak zwyciężył 1:0, awansując przy tym w tabeli na 6. lokatę.

4. Po trzech spotkaniach na własnym stadionie nadszedł czas na pierwszy po latach pierwszoligowy wyjazd. Do grodu Kraka jechaliśmy z wielkimi nadziejami na korzystny rezultat, bowiem Cracovia Stefana Majewskiego niczym specjalnym nie zachwycała, a wręcz przeciwnie prezentowała się bardzo słabiutko. Niestety przeżyliśmy wielkie rozczarowanie. Może nie za sprawą postawy naszych piłkarzy, bo Ci grali bardzo ładnie piłką, mieli optyczną przewagę, ale przez wynik po końcowym gwizdku sędziego. Co ze składnej gry w polu, skoro nie mogliśmy z niej wyprowadzić żadnej akcji zakończonej celnym strzałem na bramkę Cabaja. Z naszej nieporadności w ofensywie skwapliwie skorzystała słabiutka Cracovia, strzelając dwie bramki z szybkim kontrataków i wygrywając mecz zupełnie niezasłużenie 2:0. Wyniki innych drużyn sprawiły, że w tabeli spadliśmy o jedno „oczko”.

5. Na kolejne spotkanie do Białegostoku zawitał odradzający się po latach, wielce zasłużony dla polskiej piłki klub – Górnik Zabrze. Kierujący grą tego zespołu rutyniarze – Brzęczek i Hajto, wspierani bramkostrzelnymi Jarką i Zahorskim oraz mającym w bramce pewny punkt – Peskovica Górnik wydawał się bardzo silnym przeciwnikiem. I tak się też okazało podczas meczu na Słonecznej. To był prawdziwy bój o każdy centymetr naszej podgrzewanej murawy. Emocjonująca walka piłkarzy i stojące na wysokim poziomie spotkanie zakończyło się zasłużonym remisem 1:1, który zepchnął Jagę na 8. lokatę.

6. Do Sosnowca, a raczej Wodzisławia Śląskiego, gdzie swe mecze rozgrywało Zagłębie, wyjeżdżaliśmy z wielką nadzieją na oczekiwane od wielu lat wyjazdowe zwycięstwo Jagiellonii. Z meczów z tą drużyną mamy więcej przyjemnych wspomnień niż tych złych, jednak tym razem trzeba było przełknąć gorzką pigułkę i jak najszybciej o nim zapomnieć. Jagiellonia zaprezentowała się bardzo fatalnie i uległa dość wyraźnie „czerwonej latarni” rozgrywek 1:3. Ta porażka sprawiła, że zamykaliśmy po tej kolejce pierwszą dziesiątkę.

7. Kolejne spotkanie na Słonecznej, kolejny bardzo silny rywal i znów ciężko było o zmazanie plamy z poprzedzającego ten mecz spotkania wyjazdowego. Ambicja z jaką nasi gracze podeszli do pojedynku z Koroną Kielce starczyła podobnie jak w meczu z Górnikiem na remis, tym razem bezbramkowy. Żółto-czerwone derby zakończyły się więc sprawiedliwym z przebiegu gry wynikiem i spadkiem naszej drużyny na 11. pozycję.

8. Ósma kolejka przyniosła nam utrzymanie 11. lokaty, ale o spotkaniu w Bełchatowie, przegranym 0:2, podobnie jak o tym z Zagłębiem Sosnowiec pamiętać nie chcemy. Naszym szczęściem była tylko słabiutka postawa drużyny z województwa łódzkiego. Gdybyśmy trafili z taką grą na GKS Bełchatów w ubiegłym sezonie, nieopatrznie mecz zakończyłby się pogromem żółto-czerwonych.

9. W dziewiątej kolejce, po raz trzeci nasi piłkarze musieli udowadniać, że poprzedni mecz wyjazdowy był nieprzyjemną wpadką i zmuszeni byli rehabilitować się przed własną publicznością. Spotkanie z Widzewem Łódź przejdzie do historii. Po raz pierwszy w historii, w naszym mieście rozbłysły pełną mocą jupitery. Co najzagorzalsi kibice spędzili noc poprzedzającą te spotkanie na Słonecznej przyglądając się walce ekipy montującej oświetlenie, by te były gotowe na spotkanie z Widzewem.

Naszym piłkarzom w takiej atmosferze i przy niemalże pełnych, głośno dopingujących trybunach nie pozostawało nic innego niż pozostawić na murawie całe swe zdrowie, siły, ambicję i umiejętności, by pokonać widzewiaków. Udało się to im i to piłkarskie święto w Białymstoku było niemalże tak radosne jak awans po latach do ekstraklasy. Po tym zwycięstwie awansowaliśmy znów do pierwszej dziesiątki w tabeli OE.

10. Można śmiało powiedzieć, ze na ten mecz czekaliśmy całe wieki. Kolejny w tej rundzie wyjazd do Krakowa, tym razem do jaskini lwa, czyli na Reymonta. Naprzeciw naszej drużyny stanęła wielka Wisła. Ci co byli tego dnia w Krakowie, zapamiętają te chwile do końca życia, a Ci co tam się nie pokazali mogą żałować, bo jest czego. Wchodząc na trybuny Wisełki nie czułem się jak intruz, ten stadion nie był dla mnie jaskinią lwa, tylko bardzo przyjaznym obiektem. Wspaniała oprawa naszych fanów na początku spotkania, kiedy to cały sektor przyjezdnych został pokryty okazałą sektorówką sprawiła w osłupienie krakowskich kibiców. Zapanowała cisza, po której rozległy się dość gromkie oklaski.

Przesłanie naszych fanów „Kraków – miasto od wieków nam przychylne” odbiła się szerokim echem wśród fanów Białej Gwiazdy. Tego dnia nasi gracze zaprezentowali się dość pozytywnie, niestety trafili na „Dzień Konia” krakowskiej Wisły. Wysoka porażka 0:5 nie zrobiła na naszych kibicach żadnego niemalże wrażenia. Można było się tego spodziewać, więc przez całe spotkanie żółto-czerwony sektor gości nie milkł nawet na chwilę. Po meczu piękne podziękowanie zawodnikom obu drużyn, posprzątanie po sobie sektora, a także przyjazne okrzyki wielu wiślackich kibiców pod naszym adresem sprawiły, że z wielką radością opuszczałem to miasto. Z piłkarskiej strony ten mecz pokazał, że w grze naszych graczy następuje wyraźny postęp i z optymizmem można było spoglądać na kolejne ligowe spotkania. Pozycja 10. została utrzymana, choć nadal nie mogliśmy na wyjazdach zdobyć chociażby punktu.

11. Kolejny występ na białostockim stadionie miejskim po wyjazdowej porażce i kolejny bardzo mocny przeciwnik, bowiem aktualny Mistrz Polski – Zagłębie Lubin. Znów ciężko było walczyć o ligowe punkty, ale nasi chłopcy stanęli na wysokości zadania. Podobnie jak z Górnikiem i Koroną, to spotkanie zakończyło się remisem. Bramek tego dnia na Słonecznej nie ujrzeliśmy, choć trzeba przyznać, że bezbramkowy remis zawdzięczamy przede wszystkim kadrowiczowi – Łobodzińskiemu, który dosłownie z metra nie trafił do pustej naszej bramki. Zaobserwowane w Krakowie dobre momenty gry naszej drużyny były widoczne już w tym spotkaniu, jednak starczyły nam jeszcze tylko na jeden punkt i kolejny spadek na 11. lokatę.

12. Przed kolejnym już wyjazdem tej jesieni do Wodzisławia Śląskiego, nasi kibice zadawali sobie po raz kolejny już pytanie, kiedy wygrać na wyjeździe jak nie teraz. Tym razem przeciwko naszym zawodnikom stawał prawdziwy gospodarz – tamtejsza Odra. Obawy, że z trzech punktów na wyjeździe mogą być znów nici miały też swoje podstawy. Daleki wyjazd, fatalna seria wyjazdowa i fakt, że na tym boisku mało która drużyna sprząta punkty sprzed nosa gospodarzom przemawiały za sobą.

Na nasze szczęście gra Jagiellonii w końcu „zatrybiła”. Z przebiegu gry to Jagiellonia była zdecydowanie lepsza od Odry, która była opromieniona zwycięstwem w Warszawie. Wynik też nie pozostawiał nikomu większych złudzeń. Osiągnięte przez jagiellończyków 3:1 to najwyższe zwycięstwo w historii ich spotkań w ekstraklasie, na dodatek osiągnięte na wyjeździe, po tak dłuuugiej przerwie. Zatem „czarna seria” meczów wyjazdowych bez jakiejkolwiek zdobyczy punktowej została w końcu przerwana! Kolejną okazją do świętowania po tym pojedynku był fakt awansu w tabeli o dwie pozycje.

13. Trzynasta kolejka nie okazała się dla nas pechowa, ba, stała się jedną z najszczęśliwszych. Do Białegostoku przyjechała kolejna wielka firma – Lech Poznań. Znani z ofensywnej i widowiskowej gry poznańscy piłkarze a także najlepsi i najliczniejsi kibice ze stolicy Wielkopolski gwarantowały niesamowite emocje tego dnia na Słonecznej. Zapowiadała się istna piłkarska wojna na murawie, jak i też na trybunach. I tak też było. To spotkanie jako kolejne wejdzie na stałe do historii spotkań Jagiellonii w ekstraklasie i zapisze się na trwałe w pamięci naszych kibiców. Zaczęło się znakomicie dla nas. Dwie bramki, prowadzenie z „poznańską lokomotywą”, euforia na trybunach – to wszystko uśpiło jednak czujność naszych graczy i w przeciągu kilku minut cały ich wysiłek poszedł na marne, kiedy to tuż przed przerwą goście zdołali wyrównać. Piętnaście minut przerwy na ostudzenie rozgrzanych do czerwoności głów kibiców i piłkarzy sprawiło, że wiara naszych piłkarzy i fanów sprawiła cuda. Zobaczyliśmy w drugiej połowie dwie bramki, nazywane przez fachowców „stadionami świata”. Najpierw efektowny samobójczy szczupak Kikuta, a następnie bramka rundy jesiennej OE, strzelona Kotorowskiemu „za kołnierz” przez Mariusza Dzienisa. Marsz Jagi w górę tabeli został utrzymany, a echa tego meczu nie milkną do dziś. Jagiellonia po tej kolejce była już ósma.

14. Na przedostatni mecz rundy jesiennej sezonu 2007/2008 pojechaliśmy do Warszawy. Stadion przy Łazienkowskiej to dla naszego klubu twierdza nie do zdobycia. Mimo świetnej postawy naszych graczy trudno było przypuszczać, by miało to się zmienić. Jednak heroiczna walka całej żółto-czerwonej jedenastki w obronie, poparta indolencją strzelecką warszawskiego napastnika Piotra Gizy sprawiła, że mogliśmy wywieźć ze stolicy pierwszy punkt w historii naszych meczów z Legią w ekstraklasie. Utarliśmy nosa warszawiakom i jednemu „znawcy” polskiego futbolu z magazynu ligowego TVN, który podsumowując poprzednią kolejkę spotkań orzekł, że do Warszawy przyjedzie kolejny „do golenia”. Na miejscu tego Pana ogoliłbym po tym spotkaniu swą mało myślącą, zarośniętą zbyt obficie głowę. Ten dający nam radość tak samo jak po wygranym meczu punkt, nie starczył na utrzymanie ósmej pozycji i przesunął nasz zespół o jedną lokatę w dół.

15. Pożegnanie piłkarskiej jesieni w Białymstoku miało nam dać trzy punkty, bowiem do naszego miasta przyjeżdżał spisujący się poniżej oczekiwań, ale mający duże możliwości chorzowski Ruch. Mecz typowo na remis i taki też uzyskany wynik po końcowym gwizdku sędziego. Pozycja w tabeli też bez zmian.

16. Najdłuższa seria bez porażki w ekstraklasie, po pierwszym spotkaniu rundy wiosennej, rozegranej awansem na jesień została utrzymana na Stadionie Śląskim w Chorzowie, gdzie gospodarzem spotkania i naszym rywalem była bytomska Polonia. Mecz bardzo wyrównany, obfitujący w wiele sytuacji podbramkowych, z małą ich przewagą na korzyść gospodarzy, których zatrzymał znakomity w tej rundzie Jacek Banaszyński. Polonia Bytom po raz kolejny już musiała przełknąć gorycz porażki z żółto-czerwonymi. Co najciekawsze, jak długo nie mogliśmy zdobyć chociażby punktu na wyjazdach, tym razem nie mogliśmy znaleźć na boiskach rywali znaleźć pogromców. Nadal w tabeli, przed nazwą naszej drużyny widniała dziewiątka.

17. Ostatnie już ligowe spotkanie w mijającym 2007 roku odbyło się przy niemalże pustych trybunach kameralnego stadionu w Grodzisku Wielkopolskim. Pamięć bolesnej lekcji, udzielonej przez piłkarzy z tego małego miasteczka w Wielkopolsce, udzielona w drugiej kolejce spotkań chyba zbyt mocno tkwiła w głowach naszych piłkarzy. Grali całkowicie usztywnieni przez pierwsze 45 minut gry i z niemalże z obłędem w oczach przyglądali się jak rywale strzelali im kolejne bramki.

Do przerwy skończyło się na szczęście tylko na trzech, bowiem mogło być ich trochę więcej. Ostatnie ligowe 45. minut w tym roku to gra, której nie mogliśmy już się wstydzić. Bramka strzelona Groclinowi zmniejszyła trochę gorycz tej porażki i dała kibicom nadzieję na zimowy czas, że na wiosnę może być równie dobrze, a nawet lepiej.

Sześć zwycięstw, pięć remisów, sześć porażek, 18 bramek strzelonych przy 25 straconych, 23 punty w siedemnastu spotkaniach, dziewiąte miejsce tabeli, cztery punkty straty do szóstego w tabeli PGE GKS Bełchatów i tyleż samo przewagi nad kolejną drużyną w tabeli, czyli Odrą Wodzisław Śląski, a także dziewięć punktów przewagi nad zajmującą miejsce barażowe Polonią Bytom i dwanaście nad strefą spadkową, którą otwiera ŁKS Łódź – to w liczbach jesień sezonu 2007/2008 w wykonaniu Jagiellonii Białystok. Patrząc na nie, można chyba ze spokojem oczekiwać rundy rewanżowej, choć trzeba zachować czujność, bo rywale nie śpią...


W każdej chwili możesz podyskutować na ten temat na naszym forum: http://forum.podlaskisport.pl/
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. PodlaskiSport.PL nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Opinie

Brak opinii.





partnerzy strategiczni

partnerzy

piłka nożna | siatkówka | koszykówka | sporty motorowe | sporty zimowe | sporty wodne | sporty walki | inne sporty | sporty szkolne | katalog firm | forum | fotogaleria