» Nie pamiętam hasła | » Zarejestruj się

Informacje

Jagiellonia Białystok - GKS Bełchatów 1:0

piłka nożna / Białystok 2011-10-23 11:06:18

W pierwszym sobotnim meczu 11. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Jagiellonia Białystok pokonała na własnym terenie GKS Bełchatów 1:0 (0:0). Po raz kolejny w tym sezonie bohaterem "żółto - czerwonych" okazał się Tomasz Frankowski, który zdobył zwycięską bramkę dla swojego zespołu.

Spotkanie rozpoczęło się od minuty ciszy poświęconej tragicznie zmarłemu w drodze na mecz z krakowską Wisłą kibicowi Jagiellonii.
Pierwszą dogodną sytuację do uzyskania prowadzenia mieli goście. W 5. minucie gry Kamil Kosowski przedarł się lewym skrzydłem, po czym precyzyjnie dośrodkował w pole karne wprost na głowę Tomasza Wróbla. Pomocnik bełchatowian dobrze złożył się do strzału, jednak piłka przeleciała tuż obok lewego słupka białostockiej bramki.

Dwie minuty później odpowiedzieli gospodarze. Thiago Cionek świetnym podaniem uruchomił Jana Pawłowskiego, który groźnie uderzył na bramkę przeciwnika, ale piłka poszybowała tuż nad poprzeczką.

W 12. minucie pojedynku doskonałą okazję do zmiany wyniku zmarnował Frankowski. Kapitalnym , crossowym podaniem z głębi pola popisał się Marko Cetkovic, co pozwoliło „Frankowi” znaleźć się „sam na sam” z Łukaszem Sapelą, lecz napastnik „Jagi” fatalnie spudłował.
W 14. minucie powinno być 1:0 dla Jagiellonii. Ponownie w głównej roli wystąpił Cetkovic, który zagrał na wolne pole do Rafała Grzyba , a ten natychmiast odegrał do lepiej ustawionego Pawłowskiego. Młody snajper „Jagi”, mając przed sobą pustą bramkę pomylił się, przenosząc futbolówkę nad poprzeczką.

W 20. minucie spotkania kolejną szarżę lewym skrzydłem przeprowadził Kosowski, który upadł w polu karnym po starciu z Rafałem Grzybem, jednak sędzia nakazał grać dalej.

W 37. minucie rywalizacji dogodną sytuację do zdobycia gola znów miał Frankowski. Z prawego skrzydła precyzyjnie dograł mu Cetkovic, lecz piłka po strzale „Franka” z woleja trafiła wprost w Sapelę.
Pięć minut później to goście byli bliscy uzyskania prowadzenia. Po ładnym podaniu z lewej strony boiska Kamila Kosowskiego, „ sam na sam” z Tomaszem Ptakiem znalazł się Paweł Buzała, jednak golkiper „Jagi” popisał się kapitalną interwencją, chroniąc swoją drużynę przed utratą gola.

Do końca pierwszej części gry na boisku nie działo się już nic ciekawego i piłkarze zeszli do szatni przy bezbramkowym wyniku. W przerwie Czesław Michniewicz dokonał jednej zmiany. Na murawie zameldował się Ermin Seratlic, zmieniając Jana Pawłowskiego.
W 50. minucie gry szczęścia próbował najlepszy na boisku Cetkovic, ale jego uderzenie z dystansu nieznacznie minęło bramkę GKS-u. Po upływie 4. minut czarnogórski pomocnik mógł znaleźć się w sytuacji jeden na jeden z Sapelą, ale sędzia boczny podniósł chorągiewkę, sugerując się pozycją spaloną Frankowskiego , który nie brał udziału w akcji.

6 minut później kolejną okazję do zmiany rezultatu mieli bełchatowianie. Potężnym uderzeniem z rzutu wolnego popisał się Kosowski, ale na posterunku był Ptak , który z niemałym trudem zdołał obronić strzał byłego reprezentanta Polski{more}.

W 66. minucie gry kibice zgromadzeni na stadionie w Białymstoku oszaleli z radości. Tomasz Kupisz kapitalnym prostopadłym podaniem obsłużył Frankowskiego, a ten w sytuacji oko w oko z bramkarzem gości sprytnie go wyczekał, przełożył piłkę z prawej na lewą nogę, po czym posłał piłkę do siatki. Dla ulubieńca białostockiej publiczności było to 9. trafienie w bieżących rozgrywkach, oraz 156. w historii występów w ekstraklasie. Jak pokazały telewizyjne powtórki napastnik Jagiellonii w momencie podania znajdował się na pozycji spalonej, ale sędzia główny tego nie zauważył.

Po upływie 15. minut „Franek” mógł podwyższyć prowadzenie Jagiellonii, ale zepsuł idealne podanie Grzyba, uderzając wysoko nad bełchatowską bramką.

Cztery minuty przed końcem regulaminowego czasu gry mogło być 1:1. Bardzo groźny strzał głową oddał wprowadzony w drugiej połowie Marcin Żewłakow, ale piłka na szczęście dla gospodarzy zatrzymała się na poprzeczce bramki strzeżonej przez Tomasza Ptaka.
Do końca spotkania podopieczni Czesława Michniewicza umiejętnie pilnowali wyniku, nie pozwalając bełchatowianom na stworzenie zagrożenia pod własną bramką. Jagiellonia wygrała czwarty z rzędu mecz na swoim boisku, co pozwoliło jej na awans na 7. miejsce w tabeli T-Mobile Ekstraklasy.

Powiedzieli po meczu:
Kamil Kiereś (trener Bełchatowa): Trudno ten mecz jednoznacznie ocenić. Jeżeli chodzi o przebieg spotkania, to na pewno weszliśmy w ten mecz słabo. Nie prowadziliśmy takiej gry, jak w ostatnich dwóch spotkaniach. W dalszej części pierwszej połowy byliśmy już w grze. Tworzyliśmy sytuacje, utrzymywaliśmy się przy piłce, nawet były takie okresy gry, że mieliśmy lekką przewagę. Mieliśmy swoje sytuacje, może nie stuprocentowe, ale  gdyby dopisało szczęście bramka pewnie by padła. Jagiellonia też miała swoje sytuacje, w tym kilka stuprocentowych i trochę szczęścia nam dopisało w pierwszej połowie. Bramka po przerwie trochę ten mecz ustawiła. My niestety tracąc bramkę nie potrafimy zareagować.  Po stracie gola ciężko nam było uchwycić rytm gry, dobrej gry, tak aby się jeszcze odbudować. Po dwóch dobrych meczach z Lechią i Śląskiem przyszła porażka dzisiaj, ale wiem, że ta drużyna na pewno się nie podda i będzie walczyła, aby się wydostać z dołka. Przed nami długa i daleka droga, na której będą jeszcze takie wyboje jak ten dzisiaj. Grając na wyjeździe nie schowaliśmy się za podwójna gardą i pokazaliśmy, że chcemy grać w piłkę. 

Czesław Michniewicz (trener Jagiellonii):  Byliśmy dzisiaj świadkami dobrego spotkania, chociaż pora może była nie najlepsza, ale długimi momentami mecz mógł się podobać, gdyż oba zespoły stwarzały sobie sytuacje. Zgadzam się z trenerem gości, że Bełchatów się nie schował i nie liczył tylko na przypadkową akcję. Próbowali prowadzić grę, momentami dłużej utrzymywali się przy piłce i swobodnie rozgrywali piłkę. My się tego spodziewaliśmy, bo obserwowaliśmy dosyć szczegółowo ich ostatnie dwa mecze. Wiedzieliśmy gdzie jest och największa siła, czego musimy się wystrzegać i to się udało. Unikaliśmy strat w środku pola, dzięki czemu Paweł Buzała czy Dawid Nowak nie mieli okazji pokazania swojej szybkości na tle naszych obrońców i to był klucz do zwycięstwa. Żałuję bardzo, że w pierwszej połowie Janek Pawłowski nie zdobył kolejnej bramki, bo byłby to dla niego wspaniały moment – dwie bramki w dwóch meczach. Bardzo ładna akcja całego zespołu, zakończona świetnym podaniem Rafała Grzyba, zabrakło jednak być może trochę doświadczenia, a być może bardziej dopieszczonego podania. Będziemy jednak w dalszym ciągu stawiać na tego zawodnika. Cieszę się również, że Ćetković pokazał  to co pokazał przed tygodniem w Krakowie, że jest świetnym piłkarzem, doskonale sobie radzi w trudnych momentach, w pojedynkę potrafi rozpędzić akcję, dużo piłek wygrywa w środku pola z przeciwnikiem na plecach, do tego mało ich traci. To był bezwzględnie bohater naszego meczu, ale cały zespół zasłużył na słowa uznania. Najtrudniej jest wygrać 1:0, jak jesteś minimalnie lepszy, a może nawet i nie. Po raz pierwszy w tym sezonie nie straciliśmy bramki. Ponadto prowadzimy chyba w klasyfikacji fair play, pokazując, że potrafimy z gracją odebrać piłkę. Z tego również się cieszę.

Kamil Kosowski: Wydaje mi się, że moja drużyna zagrała dzisiaj najlepszy mecz w rundzie. Mam wrażenie, że byliśmy drużyną zdecydowanie lepszą od Jagiellonii. Sprawdziło się to, że jeżeli nie wykorzystujemy sytuacji w pierwszych minutach spotkania, to ten mecz przegrywamy. Podobnie było na Wiśle i w innych spotkaniach. Z tego co słyszałem to należał się nam rzut karny i bramka Tomka Frankowskiego była zdobyta z pozycji spalonej. Jagiellonia to klub „wiślacki”, dlatego wydaję mi się, że to z tego powodu otrzymałem brawa schodząc z boiska. Byłoby mi miło, gdyby kibice nagrodzili brawami również moją grę.

Tomasz Wróbel: Nie jesteśmy zadowoleni, bo przegraliśmy mecz. Można tylko pogratulować zwycięstwa, bo strzelili dobrze dysponowanej drużynie, a uważam, że nią dzisiaj byliśmy. Rozegraliśmy bardzo dobrze zawody, szczególnie w tej pierwszej połowie, ale nie wykorzystaliśmy swoich sytuacji. Chcąc wreszcie wygrać na wyjeździe musieliśmy zaatakować. Trenujemy grę ofensywną i defensywną i zdawaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy w stanie strzelić tutaj bramkę.

Paweł Buzała: Raz się gra i strzela bramki, a raz nie. Takie jest życie. Dzisiaj mogę pogratulować trenerowi rywali, że wygrał mecz. Myślę, że do przerwy byliśmy zespołem lepiej grającym w piłkę i mieliśmy swoje sytuacje. W drugiej połowie raz nie upilnowaliśmy Frankowskiego i przegraliśmy. Nie wiem, czy przy bramce był spalony, ale to nieistotne, bo gdybyśmy wykorzystali swoje sytuacje, nie byłoby w ogóle tej dyskusji. Jagiellonia nie grała atakiem pozycyjnym, tylko raczej nastawiała się na grę z kontry, zwłaszcza w drugiej połowie i fajnie im to wychodziło. Mieli swoje sytuacje, szczególnie ten młody chłopak Pawłowski do pustej bramki. Można powiedzieć, że stworzyliśmy takie pół sytuacje. Ładne akcje, strzały, ale nie aż takie setki.

Tomasz Frankowski: Skuteczność nie była dzisiaj moją najsilniejszą stroną, ale fajnie, że koledzy z pomocy wykonali kawał dobrej roboty. Powstrzymali wspólnie z obroną ofensywę Bełchatowa, co zaowocowało w końcu skończeniem meczu bez straconego gola. Fajnie zagrali kreatywni piłkarze typu Kupisz, Grzyb i Cetković, którzy raz po raz próbowali prostopadłą piłką mnie uruchomić. Właśnie stąd te sytuacje bramkowe. Wiedzieliśmy, że Bełchatów przyjechał tutaj pokazać ofensywną grę, więc mając kilka sytuacji w pierwszej połowie, spodziewaliśmy się kolejnych w drugiej. Sęk tkwił w tym, żeby je wykorzystać. Miejmy nadzieję, że przed nami kolejne mecze na zero z tyłu. Pracujemy w miarę intensywnie. Myślę, że kibice wolą wynik 3:2, niż 1:0. Dla nas jednak było ważne, aby w końcu nasza defensywa odsapnęła, mając dzisiaj dobrego rywala, bo wiemy, że Nowak, Buzała, który ostatnio strzelał, czy Kosowski, to są zawodnicy jak na nasze boiska solidni, by nie powiedzieć dobrzy. Ostatnio ze Śląskiem zagrali dobrze, ale dzisiaj Cionek i spółka zapewnili nam czyste konto.

Jagiellonia Białystok 1-0 GKS Bełchatów 
Tomasz Frankowski 66 

Jagiellonia: 29. Tomasz Ptak - 17. Alexis Norambuena, 5. Andrius Skerla, 15. Thiago Rangel, 16. Luka Pejović - 26. Jan Pawłowski (46, 31. Ermin Seratlić), 22. Rafał Grzyb, 11. Hermes, 23. Marko Ćetković (90, 30.Vladimír Kukoľ), 8. Tomasz Kupisz - 21. Tomasz Frankowski (90, 24.Tomasz Porębski). 

Bełchatów: 12. Łukasz Sapela - 2. Filip Modelski 32. Maciej Szmatiuk, 14.Mate Lacić, 27. Zlatko Tanevski, 23. Tomasz Wróbel, 22. Grzegorz Fonfara, 3. Grzegorz Baran, 15. Miroslav Božok (82, 17. Grzegorz Kuświk), 11. Kamil Kosowski (76, 21. Marcin Żewłakow) - 20. Paweł Buzała (62, 9. Dawid Nowak). 

żółte kartki: Norambuena, Pejović - Wróbel, Baran, Božok. 

sędziował: Szymon Marciniak (Płock). 
widzów: 3989.

Łukasz Więcko / Marcin Wołyń


W każdej chwili możesz podyskutować na ten temat na naszym forum: http://forum.podlaskisport.pl/
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. PodlaskiSport.PL nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Opinie

Brak opinii.





partnerzy

piłka nożna | siatkówka | koszykówka | sporty motorowe | sporty zimowe | sporty wodne | sporty walki | inne sporty | sporty szkolne | katalog firm | forum | fotogaleria