» Nie pamiętam hasła | » Zarejestruj się

Wywiady

Ireneusz Trąbiński - Wywiad ostatni

2010-02-19 15:54:54

Panie Ireneuszu, 22 miesiące to prawie dwa lata na stanowisku Prezesa. Jak teraz – patrząc już z zewnątrz – ocenia Pan ten okres?

To dobre pytanie. Wystarczy sięgnąć po białostockie gazety z 21 stycznia br. Są tam zróżnicowane oceny mojej pracy. Dwa lokalne dzienniki głównie cytowały właścicieli: „Dziękujemy za wszystko, co zrobiłeś. Wyznaczyłeś naszemu klubowi drogę, którą postaramy się kontynuować” (W.Strzałkowski) oraz „ Na początku chciałbym podziękować panu Trąbińskiemu za to, że wprowadził do naszego klubu tyle nowoczesności. W obecności mediów mogę też powiedzieć, że byłeś dobrym nauczycielem i wiele się od ciebie nauczyłem” (C.Kulesza). Z drugiej strony lokalny dodatek ogólnopolskiego dziennika zacytował mnie i od razu ocenił. Oto ten fragment: „W wywiadzie udzielonym tygodnikowi Piłka Nożna, który ukazał się we wtorek (19 I br.) powiedziałem, że zastałem Jagiellonię drewnianą, a opuszczam murowaną, i to zdanie podtrzymuję – przechwala się, chociaż trudno znaleźć ku temu powody.”

Tym zdaniem z wywiadu w PN chyba naraził się Pan osobom, które pracowały w Klubie wcześniej?

Może tak być, choć naprawdę nie miałem złych intencji. Olek Puchalski, Artur Kapelko i Andrzej Waszczeniuk (tylko te osoby znam osobiście z wcześniejszych władz) zrobiły w swoim czasie kawał dobrej roboty. Bez dwóch zdań. Natomiast ważny jest dodatkowy kontekst. Do połowy 2007 r. tj. do awansu, ale także przez następne pół roku warunki pracy zarządu były bardzo trudne. Niższa liga, słaby stan finansów, nieufność potencjalnych sponsorów – to wszystko bardzo ograniczało możliwości rozwinięcia skrzydeł. To po pierwsze. Po drugie: kiedy drużyna już grała w ekstraklasie zabrakło – jak sądzę - zrozumienia, że czas jest inny a wyzwania znacznie większe. Wydaje mi się, że pracownicy Jagi siłą rozpędu kontynuowali pracę wg standardów i z przyzwyczajeniami z poprzednich lat. Tak oceniłem sytuację, gdy wszedłem do Klubu. I właśnie dlatego nakreśliłem i wdrożyłem inne standardy pracy, a także zmieniłem w dużym stopniu skład osobowy zespołu.

Jeżeli Pan twierdzi, że Jagiellonia jest murowana – to proszę to wykazać.

Proszę bardzo. Lista pozytywów jest długa. Omówmy najważniejsze osiągnięcia. Spróbuję ułożyć je wg ich wagi:

1. Pracownicy Jagi.
Dzisiaj Klubem kieruje Zarząd i ma swoją ważną rolę do wykonania. Natomiast w codziennej aktywności administracji najważniejszą rolę odgrywają trzy osoby: Mariusz Jurczewski, Krzysztof Mieszków i Agnieszka Syczewska. Osoby zrekrutowane, usytuowane w strukturze Klubu i wytrenowane przeze mnie. To ludzie świetnie wykształceni, energiczni, kreatywni i pełni pasji oraz poświęcenia dla idei, jaką jest Jaga. Pozostałe osoby: Ala, Asia, Julita, Marzena Sylwia, Piotr , Artur i Waldek też wkładają wiele pracy i energii. Zawsze można było na nich liczyć. Nie należy zapominać o ludziach utrzymujących porządek w naszym „Jaganello” w Pogorzałkach (Nie omawiam tu zespołu szkoleniowego, bo część sportowa klubu to inny temat). Naczelną zasadą mojego stylu zarządzania jest zbudowanie kreatywnego, profesjonalnego i gotowego do poświęceń zespołu. Taki dziś w Jadze już funkcjonuje.

2. Ocalenie od degradacji.
Przykra historia sprzed wielu lat, w którą był uwikłany nasz Klub. Dodatkowo klimat społeczny i medialny w ostatnich latach był bardzo nam nieprzyjazny.
Stąd decyzja Wydziału Dyscypliny o degradacji, w mediach i znacznej części Polski była przyjęta pozytywnie i z akceptacją. Zorganizowałem silny zespół prawników, w tym największe autorytety w Warszawie. Do odwołania w Związkowym Trybunale Piłkarskim (ZTP) byliśmy dobrze przygotowani. Mimo to sytuacja do ostatniej chwili była napięta. Nasze odwołanie rozpatrywał zespół 8 prawników. Rezultat głosowania był 4 do 4. O przychylnej dla nas decyzji o zamianie kary degradacji na punkty ujemne zadecydowały dwa fakty. Pierwszy: głos przewodniczącego trybunału, który – przy równej ilości głosów – decyduje o werdykcie. I drugi, teraz już chyba mogę o tym mówić: jak później przyznał jeden z prawników Trybunału, to merytoryczne i profesjonalne wystąpienia przed komisją Prezesa (czyli moje) zadecydowały o tym, że niektórzy prawnicy ZTP zmienili zdanie i ostatecznie głosowali za nami. I nie są to czcze przechwałki. Są świadkowie.

3. Baza treningowa w Pogorzałkach.
Wiem, wiem, dla wielu Pogorzałki to minus, a nie plus. Ale ci ludzie nie mają żadnej wiedzy „w tym temacie”. Postaram się to rozjaśnić. Już gdy przychodziłem do Klubu, wiadomo było, że nasze jedyne boisko treningowe przy Jurowieckiej musi zostać zamknięte z końcem 2008 r. Szybko przystąpiłem do penetracji możliwości. Miałem wielu „życzliwych doradców”. W klubie i poza nim. Wskazywali tereny na Słonecznej, Elewatorskiej, przy Włókniarzu i MOSP-ie. Szybko orientowałem się, że są to tylko ich pobożne życzenia. Nie było żadnych szans na treningi pod tymi adresami. W samym mieście chętnych do kooperacji nie było. Szukałem możliwości i w mieście i w sąsiedztwie Białegostoku: Dobrzyniewo, Juchnowiec, Supraśl, Wasilków, nawet Michałowo. Burmistrz Wasilkowa, A.Pełkowski, przełamał historyczne uprzedzenia i  - prowadząc rozsądne rozmowy - razem doprowadziliśmy do podpisania listu intencyjnego. To była najlepsza lokalizacja. Niestety ograniczenia finansowe i Klubu i miasta (a nakłady musiały by być duże) uniemożliwiły tam naszą aktywność. Wówczas Krzysztof Mieszków wymyślił Pogorzałki. I chwała mu za to! Wójt Dobrzyniewa, Z.Szypcio, pozytywnie zareagował na nasze pomysły. Spotkałem się także z mieszkańcami wsi, fajnie porozmawialiśmy, szybko doszliśmy do porozumienia (A być może pamiętacie „aferę” jaką usiłowała wywołać jedna z gazet; aferę, której w ogóle nie było!). K.Mieszków także wykonał wielką pracę w budowanie relacji. A dziś nasi futboliści mają takie warunki do treningu, o jakich na Jurowieckiej mogli tylko marzyć. Dobrej jakości boisko, cisza, spokój i dyskrecja, szatnie, natryski, sauna - nowoczesne i przestronne, sala odpraw, pokoje dla trenerów i masażystów, internet, telewizor i kawa. I możliwości dalszej rozbudowy ośrodka, bo potrzebne są: siłownia, oświetlenie pierwszej płyty i drugie boisko.

Komu się to nie podobało? Przede wszystkim niektórym piłkarzom, bo to „za daleko”. Ci panowie zapominają o jednym, że są pracownikami Klubu i kontrakty obligują ich do 8-godzinnego dnia pracy. Niestety ich, tj. piłkarzy (niektórych – podkreślam!) pomysły na relacje oni – Klub odbiegają od moich. Pamiętam jeden z ostatnich treningów na Jurowieckiej. Po nim zastali pod wycieraczkami swoich limuzyn mandaty, bo zaparkowali na ulicy nieprawidłowo. Przyszła delegacja z żądaniem (!) by to klub zapłacił ich mandaty i wyposażył ich w bilety parkingowe. Przypominam, że cena takiego biletu to jedna złotówka! Dziwicie się, ze prawie spuściłem ich ze schodów? Co ciekawe, piłkarze doskonale wiedzą, że większość klubów treningi ma poza miastem. Taki np. Milan ma swój ośrodek 60 kilometrów od centrum. Jak i gdzie się trenuje, może wiele powiedzieć taki obieżyświat i internacjonał jak G.Szamotulski. Ale on nie narzeka. Trener Probierz wręcz Pogorzałki chwali. A dlaczego nie podoba się to niektórym dziennikarzom, to już zupełnie nie pojmuję. Może prowincjonalne kompleksy?
Jedno jest pewne. Gdybym 2 lata temu korzystał z podpowiedzi „dobrych i życzliwych ludzi” dziś nie byłoby gdzie trenować w ogóle, a z licencją byłby wielki problem.

4. Licencja.
Skoro już o tym mówimy. Z roku na rok wymogi licencyjne są coraz ostrzejsze. Dokumentacja do złożenia w PZPN to ok. 200 stron, z czego ponad 150 stron to dane finansowe. Jarek Tuczko, były już szef finansów, wykonał olbrzymią pracę, by uporządkować informacje oraz tak zestawić informacje, by raport o stanie finansów Jagiellonii był akceptowalny. Dokumenty 12 klubów ekstraklasy wymagały poprawek. Nasz został zaakceptowany od razu. Co więcej, jak mi powiedziano w PZPN, po raz pierwszy od lat dokumenty Jagiellonii zostały dostarczone i kompletne i przed terminem. I – przy okazji – inne tematy finansowe. Żadna firma nie może funkcjonować prawidłowo, gdy nie umie zarządzać finansami.( Dla jasności czytelników, którzy mają mniejszą wiedzę w tym obszarze: zarządzanie finansami to coś zupełnie innego niż prowadzenie księgowości.) Dziś klub ma pełną wiedzę o finansach; tzw. management accounts są kompletne i bieżące. Należności i zobowiązania czytelne i pod kontrolą. I, co najważniejsze. W trakcie mojej pracy, okazało się, że ten element nie był najmocniejszą stroną klubu i wiele tzw. „trupów w szafie” co i rusz z niej wypadało. Dziś sytuacja jest w zasadzie wyczyszczona. To w głównej mierze zasługa i moja i J.Tuczko.

5. Kontrakty zawodników.
Stare umowy z zawodnikami do dziś odbijają się nam czkawką. Masowo kierowali sprawy do sądu. Większość wygrywaliśmy, kilka jeszcze trwa.

Nie były zbyt precyzyjne, ale także nie motywowały właściwie. Jeżeli jeden z „gwiazdorów” otrzymywał 5 tysięcy złotych za każdy mecz (niezależnie od wyniku końcowego i niezależnie od tego, ile minut grał); jeżeli inna „gwiazda” otrzymała 72 tysiące za utrzymanie się w lidze, chociaż jego wkład był bardzo kontrowersyjny, to co o tym myśleć? Wprowadziłem nowy standard kontraktu, gdzie, m.in. wynagrodzenie indywidualne jest dwuczęściowe: pensja oraz premia, ale tylko za zdobyte przez drużynę punkty oraz jeśli spędzi na boisku określoną ilość czasu (z reguły co najmniej 45 min.). Z tendencją, aby ta premia była procentowo w całości dochodów jak najwyższa.

6. Transfery.
Zasadniczo transferami „rządzi” Cezary Kulesza. I robi to bardzo dobrze. Świetnie sobie radzi w rozmowach z piłkarzami. Jest twardy, kiedy trzeba. Ale i elastyczny. Natomiast ja także mam swój udział w tym temacie. Często dyskutowaliśmy we dwójkę z Czarkiem o uwarunkowaniach finansowych w kontraktach potencjalnych nowych zawodników (lub zmian w kontraktach istniejących). Mam nadzieję (), że moje zdanie i sugestie wykorzystywał w prowadzonych przez niego rozmowach. Czasami razem prowadziliśmy rozmowy z zawodnikami czy managerami. Dawało to dobry efekt. Ale jednym transferem mogę pochwalić się, jako moje, autorskie osiągnięcie. Rekordową sprzedaż R. Szczota do Górnika Zabrze prowadziłem wyłącznie ja. Sam negocjowałem z prezesem Górnika, J. Jędrychem. Spotykałem się z ówczesnym ich trenerem, H. Kasperczakiem. Efektem był historyczny transfer za 2 miliony 70 tysięcy złotych brutto. Sukces był wspólny: C. Kulesza tanio Szczota sprowadził z ŁKS, ja go drogo sprzedałem, skorzystała Jagiellonia.

7. Stadion oraz system sprzedaży biletów i kontroli wejścia..
Dwa tematy w jednym. Stadion jest obiektem miejskim, zarządzanym przez MOSiR. Wynajmujemy go na mecze i treningi, wszelka inna obecność klubu, np. poprzez wywieszane reklamy musi być bardzo szczegółowo i precyzyjnie regulowana. Bo koszty są niemałe. W ubiegłym roku wszystkie koszty związane z pobytem Jagi na stadionie oscylowały wokół 500 000 zł. Początkowe relacje i negocjacje z dyrektorem MOSiR, Adamem Popławskim były trudne. On miał, co zrozumiałe, inne priorytety niż ja. Ale z upływem czasu budowaliśmy relacje, poziom zaufania i porozumienia rósł. Choć, jak to w życiu, często musieliśmy rozwiązywać różne problemy i rozwiązywać trudne sytuacje.

A już całkowitym mistrzostwem świata było uruchomienie nowego systemu sprzedaży biletów i kontroli wejścia na stadion. Nowa ustawa o bezpieczeństwie imprez masowych, która wymuszała zmiany pojawiła się w marcu 2009. Do rozpoczęcia nowego sezonu zostały 4 miesiące. Tylko 5 klubów miało już wcześniej takie systemy, m.in. Legia, Lech, Wisła. Pozostałe kluby skupiły się na ominięciu tematu i wyszukiwaniu trudności. Byliśmy jedynym (!) klubem, który nowe wymagania spełnił i już w lecie 2009 kibice mogli kupić karnety i bilety przez Internet, wchodzili przez kołowroty z czytnikami kodów, a wejścia kontrolowały precyzyjne kamery. Została wykonana olbrzymia praca znalezienia dostawców, wynegocjowanie umów, sprawdzenie sprzętu i finalne zamontowanie go. Wielka w tym była zasługa naszych ludzi, zwłaszcza Krzyśka Mieszków i Mariusza Jurczewskiego, Chwała ludziom z MOSiR, że współpracowali przy montażach. A jaka, może ktoś zapytać, z tego korzyść? Przede wszystkim taka, że Klub wydał na tą operację fantastycznie małą kwotę. Te kluby, którym się nie chciało w ubiegłym roku, dziś płaczą i płacą kwoty grubo przekraczające 1 milion. My mamy wszystko za ułamek tej kwoty. Bo byliśmy pierwsi. Po drugie: mamy teraz całkowitą kontrolę nad wejściami (różnie to bywało w przeszłości) i nikt już nie wchodzi na lewo”. I po trzecie: cała Polska wie, że w Białymstoku są wysokie standardy. Dzisiaj dzwonią do nas z wielu klubów, a K.Mieszków jest dla nich ekspertem i doradcą, jak to zrobić. To także cieszy.

Dodatkowo sprawnie i szybko wprowadziliśmy stewarding, co do dziś jest rzadkością na innych stadionach. Ponadto stewarding także znakomicie obniża nam koszty działania na stadionie.

8. Klubowy marketing.
Kiedy przychodziłem do klubu (przypomnę, zostałem powołany na Prezesa Zarządu uchwałą Rady Nadzorczej z 25 kwietnia 2008r.) sytuacja wyglądała tak: dwaj pracownicy byli na urlopach, bo odchodzili z końcem maja 2008, jeden nowy był zatrudniony (nie przeze mnie) od 1 maja 2008, a pamiątki były całkowicie poza Klubem. Zaczynałem praktycznie od zera. Najpierw próbowałem działań outsourcingowych, próbując współpracy w agencjami marketingowymi z Białegostoku. Nie do końca się udało. Przyznaję, straciłem pół roku i kilkanaście tysięcy zł. Ale wówczas zdecydowałem się powierzyć, najpierw na próbę, marketing niedawno zatrudnionemu młodemu prawnikowi, Mariuszowi Jurczewskiemu. Szybko doszedł do nas Piotrek Fiedorowicz i sprawy ruszyły do przodu. Efektem było pojawienie się po raz pierwszy w historii Jagi elektronicznych band, elektronicznego ekranu. Wszystkie reklamy są nasze i zasilają kasę Klubu. Krok po kroku poprawialiśmy standardy kibicowskie. Więcej punktów sprzedaży, biuletyny meczowe, konkursy, zabawy przed i w trakcie meczu. A na wiosnę pojawi się elektroniczny zegar. Pijemy klubowe napitki: Jaga Mineral i Jaga Power Drink. Jeździmy Jaga Taxi. W ubiegłym roku sztandarowym produktem były spotkania w szkołach organizowane w ramach konkursu „kibicuj kulturalnie’ prowadzone wspólnie z Kuratorium Oświaty (ukłony i podziękowania dla J.Kiszkiela i A.Korolczuka). W tym roku dominować będą obchody 90-lecia Jagi, ale olbrzymia praca organizacyjna została już wykonana w ubiegłym roku. O dziesiątkach mniejszych akcji i działań nie wspomnę. Kolejna sprawa: uporządkowaliśmy obszar praw patentowych związanych z herbami, logo i nazwą klubu. Wszystkie prawa są nasze. A rynek pamiątek szybko się rozwija. I najważniejsze, w końcu dochody z niego zasilają klubową kasę. Wiem, że jest wielu malkontentów, kwestionujących efekty pracy marketingowej. Ja też uważam, że trzeba więcej i efektowniej. Ale z tego, co osiągnęliśmy w ciągu ostatnich 18 miesięcy, w takich uwarunkowaniach organizacyjnych, personalnych i finansowych jestem bardzo zadowolony. Bo sponsorzy, to oddzielny problem. Ale o tym nieco niżej.

9.Wizerunek Klubu.
Bo opinia o Jagiellonii w Polsce, wśród piłkarzy, działaczy, w innych klubach, a nawet wśród organów władzy i biznesu w Białymstoku i na Podlasiu jest dziś zupełnie inna niż kilka lat temu. Światek piłkarski wie, że nasz Klub jest sprawnie zarządzany, że pracują w nim kompetentni ludzie, informacje przepływają sprawnie i wszystko jest na czas. Może nie da się tego jeszcze dziś bezpośrednio przełożyć na korzyści finansowe, ale reputacja i wizerunek – to wg mnie - bardzo ważny element tożsamości nie tylko osoby, ale też każdej instytucji i firmy, także klubu piłkarskiego. Bo w przyszłości to może być warte bardzo dużo. W rankingu najcenniejszych marek polskich (marek nie przedsiębiorstw!), marka numer jeden: Orlen jest wyceniona na 3,6 mld zł., a np. marka piwa Żubr jest wyceniana na 655 mln. Zł. Wartość marki Jagiellonia musi rosnąć.

10. Relacje Jagiellonia – MOSP.
Szkolenie talentów zawsze było mocną stroną naszego miasta. Od początku podzielałem zdanie trenera Kalarusa, że szkolenie młodzieży powinno być Jagiellonii wizytówką. M.in. umożliwiłem trenerowi Kalarusowi wizytę w Legii i zapoznanie się z pracą tamtejszej Akademii Piłkarskiej. Zaangażowałem się w pracę naszej dziecięcej szkółki BSP, w miarę możliwości wspomagałem trenerów dzieci i młodzieży. Dlatego też od początku starałem się zbudować dobre relacje z MOSP-em i jego szefem, St.Bańkowskim. Zaowocowało to m.in. bezproblemowym przejściem przez ubiegłoroczny kryzys dyskwalifikacji zespołów juniorskich, w których grało wielu naszych młodych piłkarzy. Wspólnie z prezesem Bańkowskim opracowaliśmy strategiczny program pogłębiania współpracy, oparty o bliskie relacje i ujednolicanie systemów szkoleniowych, biznesowych, także personalnych.

11. Kontakty zagraniczne.
Podlasie to pogranicze. Wiem, ze w przeszłości były jakieś kontakty z klubami zza wschodniej granicy, ale nie przekuły się ona na systematyczną, strukturalną współpracę. Postawiłem na najbliższe kluby na Białorusi. Zaowocowało to meczami z Niemenem Grodno i Dynamem Brześć. Poznaliśmy właścicieli, zarządy i trenerów z tych klubów. Jest z tamtej strony otwartość i chęć współpracy. Białoruś, ale także Litwa, Łotwa i Estonia to potężny rezerwuar dobrych piłkarzy. Poza naszymi wychowankami, mogliby stanowić o sile Jagi. Tylko potrzebna jest kontynuacja i planowa, strategiczna współpraca.

Bardzo różowy ten obrazek. Nie było żadnych minusów?

Różowy, w tym sensie, że ww osiągnięcia ewidentnie stawiają Jagę na znacznie wyższym poziomie dziś niż kiedyś. Ale nie oznacza to, że nie było problemów.

Kilka podstawowych:
-sytuacja finansowa: żaden klub w Polsce (i prawie żaden na świecie) nie jest dochodowy. Jagiellonia także; mimo, że wiele spraw zostało uporządkowanych, to cały czas żyliśmy pod presją finansową; nie na wszystko mogliśmy sobie pozwolić; wiele projektów trzeba było odłożyć,
-system szkolenia: próbowałem wprowadzić nowoczesne standardy w szkoleniu Młodej Ekstraklasy i grup młodszych; nie bardzo się to udało,
-rozwój infrastruktury: Pogorzałki są i dobrze, ale to absolutne minimum; trzeba dużo więcej; nie udało się, jak na razie, posunąć bardziej;
-opieka medyczna: wprowadziliśmy kilka elementów poprawiających standardy, ale do pełnego profesjonalizmu jeszcze nieco nam brakuje.

A sponsorzy? Czy ich ilość i poziom zaangażowania zaliczy Pan do plusów czy do minusów?

Tak, to rzeczywiście dwuwymiarowy temat. Nie mogę być do końca zadowolony z tego, co jest dziś w klubie. Ilość pozyskanych sponsorów i wielkość ich zaangażowania nie jest porażająca. Ale …. Opiszmy wszystko po kolei.

Białystok i Podlasie: ja i Mariusz Jurczewski mieliśmy setki (!) kontaktów i spotkań ze wszystkimi tym regionie: wielkimi, dużymi i średnimi firmami. I – powiem szczerze – jestem generalnie rozczarowany ich postawą. Słynny cytat z filmu „Piłkarski poker” że „” społeczeństwo na Podlasiu jest bardzo ofiarne..” to mit. Przynajmniej dzisiaj.

Oferta marketingowa klubu jest bardzo szeroka. Od kwot siedmiocyfrowych aż do 500 zł, 250 zł, a nawet kwoty 100 (słownie: sto!) złotych miesięcznie. Odzew był praktycznie żaden. Wszyscy kiwali głowami, zapewniali o miłości do Jagi, obiecywali uważne przeanalizowanie ofert. I tyle. Z reguły nie odzywali się więcej, albo nie odbierali telefonów. Taka jest naga prawda o hojności biznesu w mieście i regionie.
Chociaż nie do końca. Są wyjątki. Giełdowa spółka Unibep z Bielska Podlaskiego, a zwłaszcza jej prezes, Jan Mikołuszko, potraktowali nasze działania profesjonalnie i są naszym sponsorem (tu podziękowania za pomoc dla W.Strzałkowskiego). Markety budowlane Benmar i prezes Marek Starosta są także naszymi sponsorami finansowymi i współpracujemy blisko. To dwóch dużych. Jest też kilku mniejszych.
Ale dużo też, przy naszych marketingowych akwizycjach, zyskaliśmy na umowach barterowych. Jest trochę firm, które pomagają funkcjonować klubowi na zasadzie wymiany barterowej, co znakomicie obniża koszty funkcjonowania Klubu. Takich firm jest kilkanaście, a najznakomitsi to Galkom, Globart Print czy KPKM.

Polska i świat: wyszliśmy z naszą ofertą znacznie szerzej. Lista 500 największych firma w kraju została przez nas przenicowana na wylot. Sprawdziliśmy kilkanaście branż i sektorów gospodarki wychodząc z dziesiątkami propozycji do setek firm. Efekt, poza mało konkretnymi zapowiedziami czy obietnicami, był praktycznie żaden. Co decydowało; kryzys gospodarczy? Mało nośny reklamowo region? Nikła wartość reklamowa drużyny? (proszę pamiętać, że budowanie wizerunku klubu i wartości drużyny to długotrwały proces, a opinie na ten temat kształtują się z dużym opóźnieniem; to, co dla nas jest zmianą i sukcesem dziś, w świadomości biznesu czy sportu w Warszawie, Poznaniu, tym bardziej za granicą, ugruntowuje się z wielomiesięcznym poślizgiem). Sam nie wiem.

Nie zmienia to jednak faktu, że mamy nowego, dobrego dostawcę sprzętu – firmę Joma, Mamy w zasadzie wynegocjowaną nową umowę (stara kończy się 30 czerwca br.) z  Kompanią Piwowarską i marką Żubr. Na znacznie lepszych warunkach. Od kilku miesięcy prowadzimy negocjacje nt. kilku projektów na znaczne kwoty, ale tu obowiązuje mnie tajemnica handlowa. Jest szansa, że wypalą , może nawet niedługo.

Dużo mówimy o sprawach organizacyjnych i biznesowych, ale Jagiellonia w świadomości społecznej to przecież drużyna piłkarska. Jak Pan skomentuje tę część Klubu.

Dla mnie część sportowa Klubu to przede wszystkim dwie osoby: Michał Probierz i Cezary Kulesza.
Trener przyszedł do klubu kilka tygodni po mnie. Od początku blisko współpracowaliśmy. Mam dużo uznania dla niego i wielki szacunek do wykonanej przez niego pracy. Z niedowierzaniem i wątpliwościami patrzyłem na czystkę, jaką urządził w składzie, który zastał. Czas pokazał , ze miał rację (doskonale pamiętam, jak na moje wątpliwości odpowiedział; „Zespół, który przegrał 9 meczów z rzędu nie ma prawa dalej istnieć; tak jak zdemoralizowane wojsko, które przegrało wszystkie bitwy”). Pod jego pieczą drużyna rozegrała już trzy rundy. Każda następna była lepsza od poprzedniej. A jakość gry poprawiała się stale. I po drugie, dla mnie bardzo ważne. M. Probierz jest tytanem pracy i angażuje się nie tylko w pierwszą drużynę. Wiele godzin spędzaliśmy na dyskusjach na temat systemu szkolenia młodszych roczników, standardów opieki lekarskiej, spraw organizacyjnych, itp. Wiele od nas wymagał (i to dobrze), ale wiele rozwiązań sugerował, proponował rozwiązania, opowiadał, co widział dobrego w innych klubach. Z tych rozmów pochodziło wiele rozwiązań wewnątrz klubu.
Człowiek wówczas odpowiedzialny za sprawy sportowe, a dziś prezes Klubu, czyli C. Kulesza, także był dużą wartością dodaną. Umiał wyszukiwać ciekawych zawodników; niesamowicie skuteczny w negocjacjach; najczęściej kończył je z sukcesem. Wartość drużyny, jej skład personalny to w dużej mierze jego zasługa.

Wiele osób pracowało i pracuje w pionie sportowym. Wszyscy zasługują na uznanie, bo to ciężka praca. Kierownicy drużyn, trenerzy, lekarze i masażyści, a także pani Dorota, która niezawodnie dba, by na półce każdego piłkarza leżał wyprany, czysty komplet strojów, to silny zasób i siła Jagi.

Czy są jacyś piłkarze, którzy lepiej Pan zapamiętał?

Znam ich wszystkich. Nie stroniłem od osobistych kontaktów. Poza dwoma, byłem na wszystkich meczach wyjazdowych. Z każdym lubiłem porozmawiać, choć nie jestem entuzjastą bratania się z zawodnikami, wchodzenia po meczu do ich szatni, przybijania piątek, itd. Uważam, ze są tylko (ale i - aż) piłkarzami, pracownikami naszego Klubu.

O kilku mogę powiedzieć więcej. Pierwszy to na pewno Hermes – dla mnie wzór profesjonalizmu jako piłkarz i po prostu świetny człowiek. Lubiłem pogadać z Pavolem Stano, Remkiem Jezierskim, Darkiem Jareckim czy młodym Grzegorzem Sandomierskim. Sympatyczni, zawsze weseli, pozytywni i profesjonalni. Osobne tematy to Rafał Gikiewicz i, oczywiście, Grosik. Z pierwszym zawsze czas płynął miło i szybko, tym bardziej, że to on mówił przez cały czas, i to non stop. Bez Grosika zaś, życie klubowe byłoby nudne. Gdy się zjawiał, to było pewne, że pracownicy klubu będą mieli zajęcie. Ciekawie się rozmawiało z Marco Reichem, na bardzo różne, niekoniecznie futbolowe, tematy. Cionek i  Bruno to fajni, inteligentni goście. Lider drużyny, Tomek Frankowski, zawsze kompetentny i rzeczowy, prawdziwy kapitan.

A Kibice?

To też ważna część futbolu. Może pamiętacie, jak jedna z gazet pastwiła się nade mną, gdy w wywiadzie powiedziałem, ze „stadion to nie filharmonia”?

Bez kibiców nie ma widowiska piłkarskiego. Bez ich dopingu i żywiołowości mecze nie mają, na dłuższą metę, sensu. Dalej tak myślę.
Kilka dni przed moim przyjściem do Klubu rozwiązało się SSJB. Do dziś wspominane, jako obowiązujący wzorzec kibicowski. I jest w tym dużo prawdy.

Osiągnięcia tego stowarzyszenia, jak ja znam z licznych wspomnień wielu ludzi, są imponujące.

Na ich tle nowe stowarzyszenie, „Dzieci Białegostoku” nie prezentuje się tak efektownie. Ale ci, którzy krytykują nowe stowarzyszenie, patrząc przez pryzmat starego kompletnie nie mają racji.

Przypomnijmy, jak to było.
SSJB to duża grupa ludzi, budowana wiele lat, zahartowana w bojach w niższych ligach, niesiona entuzjazmem kolejnych awansów. Wielu z działaczy SSJB to ludzie biznesu, dzięki którym finansowanie przedsięwzięć kibicowskich nie stanowiło problemu. Oczywiście byli to fanatycy Jagi, wspaniali kibice i dobrzy organizatorzy świetnego dopingu, pikników z Jagą i wielu innych imprez.
Ale zrezygnowali. A życie nie znosi próżni.

W czerwcu 2008 pojawiła się w moim gabinecie grupa 6 ludzi z intencją zbudowania ruchu kibicowskiego na nowo. Byli młodzi (uczniowie i studenci, choć wszyscy krótko ostrzyżeni i z niezłymi bicepsami), bez zaplecza organizacyjnego i finansowego, ale mieli chęci i entuzjazm. Bardzo się na ich plany ucieszyłem, choć od pierwszego spotkania wiedziałem, ze będzie to tzw. „szorstka przyjaźń”. Mimo różnicy poglądów na miejsce i rolę kibiców w/przy Klubie współpracowaliśmy cały czas. Na miarę możliwości wspieraliśmy tę grupę. I – z naszą niewielką pomocą – zostało zarejestrowane nowe stowarzyszenie, „Dzieci Białegostoku”. Dzisiaj robią swoje: organizują doping, jeżdżą na wyjazdy, starają się budować ruch kibicowski poza Białymstokiem.

Czy zauważyliście, że od sierpnia 2008 na naszym stadionie nie ma żadnych problemów? Doping koncentruje się głównie na własnej drużynie, a nie obrażaniu innych, nie ma przemocy, transparenty są akceptowalne. Race i kary za nie, niecenzuralne okrzyki to „mały pikuś” w porównaniu z niektórymi innymi miejscami w Polsce.
A to, że nie jest to na taką skalę jak SSJB? Nie mają takich zasobów, czasy są inne (kryzys, bezrobocie). A przede wszystkim trzeba dać im więcej czasu. Mogą być ważnym ogniwem życia piłkarskiego na Podlasiu, mogą być ważnym partnerem Klubu. Trzeba dać im czas na nauczenie się nowej roli, jaką może być zorganizowany ruch kibicowski, w swoim pozytywnym sensie. Nie polegający na żądaniach i próbach wymuszania, ale na pracy własnej kibiców, wartości dodanej do meczów, do Klubu. Wtedy będą partnerem do dojrzałych rozmów o wzajemnych korzyściach. „Dzieci Białegostoku” są na tej drodze.

A jak układała się Panu współpraca z mediami?

Media (TV, prasa, internet) ogólnopolskie to dla takich klubów jak Jagiellonia (ale i wszystkich innych, tych „mniejszych”) wielki problem. Dziś wiem dobrze, że te media interesują generalnie tylko trzy kluby piłkarskie. Reszta tylko wtedy gdy jest jakaś sensacja lub …pikantne ploteczki. Przebicie się do tych mediów było dla mnie koszmarem. Musiałem prawie przemocą lub groźbą wymuszać racjonalne tekst. Jak np. w Gazecie Wyborczej po pamiętnych komentarzach po degradacji i po zmianie tej kary.
Media lokalne? Znam chyba wszystkich ludzi piszących i mówiących o sporcie w Białymstoku. Często to mili i sympatyczni ludzie. Prywatnie. Zawodowo zaś. Hm.. wolę spuścić kurtynę milczenia. Bo jeden czy dwa pozytywne wyjątki nie zmieniają mojej ogólnej oceny. To, co często pisali, to, jaka była ich aktywność (a raczej brak) na konferencjach prasowych nie wystawia im – delikatnie mówiąc – najlepszej oceny.

Pyt.: Z całego Pana wywodu przebija duma, ale też żal czy nostalgia?

Tak. Jestem dumny z tego, co zrobiłem. Wiem, że 2 lata temu wielu w Białymstoku miało wątpliwości. Człowiek nie stąd, z Warszawy, na dodatek „legionista” ( Na marginesie anegdotka: największą satysfakcję, z całej mojej pracy sprawiły mi nasze zwycięstwa na Legią, a mina prezesa Miklasa po tych meczach dawała mi wiele radości). Mam nadzieję, że dziś wielu z nich jednak przyzna, że Ireneusz Trąbiński był zaangażowanym Jagiellończykiem, który włożył w ten Klub dużo pracy i że były tego efekty.

Czuję się świetnie w Białymstoku i na Podlasiu, jest tu wielki potencjał i społeczny, ale i turystyczno-przyrodniczy.
Na studiach byłem na roku z chłopakiem z Białegostoku. Z dużą radością odnowiłem znajomość z Bogusiem Kułakiem. Było śmiesznie, gdy do mojego gabinetu wtargnął okazały, 100-kilogramowy i całkiem łysy facet. Zatkało mnie, gdy się przedstawił. Bo pamiętałem ze studiów szczupłego, wręcz drobnego blondyna z okazałą fryzurą w stylu afro. Prawie dwadzieścia lat temu, gdy pracowałem w austriackiej firmie, poznałem kolejnego wspaniałego człowieka stąd – robiłem z nim interesy handlowe - który był i jest moim dobrym kolegą. To Olek Kuna. Zaś pracując w Forte zaprzyjaźniłem się z Piotrkiem Romaniukiem, wieloletnim dyrektorem fabryki mebli w Białymstoku. W ciągu 2 ostatnich lat poznałem wielu fajnych ludzi. Z niektórymi się zaprzyjaźniłem, Andrzej Gąsowski jest najlepszym z nich. Wymieniłem kilka nazwisk, bo chociaż w ten sposób chciałem im podziękować. Także dzięki nim mój pobyt w Białymstoku (cała rodzina mieszkała w Warszawie) był łatwiejszy.

Na koniec chciałbym skierować specjalne podziękowania większościowemu akcjonariuszowi Klubu, Wojtkowi Strzałkowskiemu. Bo to dzięki niemu spędziłem 2 lata w Białymstoku i miałem przyjemność zarządzać tak wyjątkowym klubem jakim Jest Jagiellonia.
Dziękuję bardzo.

Opinie

Brak opinii.





partnerzy

piłka nożna | siatkówka | koszykówka | sporty motorowe | sporty zimowe | sporty wodne | sporty ekstremalne | inne sporty | sporty szkolne | katalog firm | forum | fotogaleria